Parę zdań na temat wydanego w 2011 roku albumu Dream Theater, o wielce wymownym tytule A Dramatic Turn of Events.
- Pomimo znaczącej zmiany w składzie (brak perkusisty - założyciela i twarzy zespoły, Michela Portnoya) zespół gra to samo, co grał do tej pory. Żadnych rewolucji w brzmieniu nie ma. Są za to zmiany...
- ... choć rozpoczynający album, i promujący teledyskiem całe dzieło On the Backs of Angels mógłby znaleźć się na jednej z poprzednich płyt i pasowałby do nich idealnie. Mi ten utwór bardzo przypomina duet Constant Motion, A Rite of Passage, czyli utwory, które promowały dwa poprzednie albumy Dream Theater.
- Większość utworów brzmi tak, jakby były poskładane z klocków, czasami nie do końca do siebie pasujących (dlaczego początek Lost Not Forgotten jest spokojny, a Breaking All Illusions zaczyna się berdzo energetycznie?). Mam wrażenie,m że można by pociąć Bridges in the Sky, Outcry, Lost Not Forgotten i Breaking All Illusions i losowo poskładać powstałe fragmenty, a wynik byłby równie dobrze słuchalny i równie spójny jak utwory zamieszczone na płycie.
- Płyta jest dość trudna w odbiorze. Według mnie powodem takiego stanu rzeczy jest straszne kombinowanie z melodiami. Co chwila pojawiają się jakieś dziwne przeszkadzajki, co pół minuty na główny plan wysuwa się inna melodia. Na początku człowiek słucha płyty w atmosferze strasznego chaosu. Szczyt zostaje osiągnięty w instrumentalnej części Outcry.
- Na 9 utworów trzy z nich to ballady. Poza tym jest jest jeszcze 12 minut Breaking All Illusions, które też można pod balladę podciągnąć.
- Na płycie dominują gitary Petrucciego i klawisze Rudessa. Do tej pory bardzo mocno akcentowane były też partie perkusyjne, ale, że perkusistę trzeba było najpierw znaleźć przed nagraniem tej płyty, więc można było jego partie troszkę przyciszyć. A szkoda.
- Narzekanie narzekaniem, ale nie jest to płyta zła. Jej problemem chyba jest to, że pomysłów chłopaki mięli na 200 minut muzyki, a zmieścili wszystko w 77 minutach.
- Brakuje utworu, który wgniatałby w glebę. Na Black Clouds & Silver Linings był The Count of Tuscany. Na Systematic Chaos był podzielony na dwie części In the Presence of Enemies. Tutaj do tej roli aspirują Outcry, Breaking All Illusions i Lost Not Forgotten, ale żaden z nich nie zapada w pamięć tak, jak wcześniej wspomniane utwory.
- Nie ma utworów wybitnych, ale nie ma też beznadziejnych. Wszystko jest na bardzo wysokim poziomie, ale żadna kompozycja nie wybija się powyżej tego poziomu.
Podsumowując, pomimo wad, nie jest to płyta zła. Jak się osłucha, to jest bardzo przyjemna. Jednak na początku trochę zawodzi, bo nie wpada w ucho za pierwszymi przesłuchaniami. 7/10

